środa, 30 listopada 2011

pięć

Najnudniejsze dni mają swoją głęboko zaszyfrowaną wyjątkowość. Trudno w to uwierzyć, kiedy przemykają tak szybko lub tak wolno i tak bez znaczenia. Identycznie nudnawe, monotonne – raz chłodne raz ciepłe, i nic poza tym. A jednak, właśnie dla przełamania tej szarości w codzienności otwieram szerzej oczy aby widzieć wyraźniej. Żeby dojrzeć tę wyjątkowość.


Mam cię!
Dziś po raz pierwszy - bardzo oficjalnie, bo i na papierze - zastosowałam odważnie moją nową tożsamość! Odbierając pocztę poleconą z wielką żółtą pieczęcią „POTWIERDZENIE ODBIORU” podpisałam się Panu Kurierowi na liście obecności króciutko, zupełnie inaczej niż zwykle. Abstrakcyjne dotychczas poczucie przynależności w majestacie prawa nabrało namacalnych kształtów. My to my. Wcześniej i teraz są jak odbite kalką – różnice są tak subtelne, że niedostrzegalne.
I jedną z tych miniaturowych różnic dostrzegłam dziś. Nazywam się inaczej i to jest już tą nie tylko oficjalna, ale i normalną wersją.
Nudny, słoneczny dzień jak co dzień rozszyfrowany.
Ujawniłam się. A że mało czytelnie (ręka obowiązkowo zadrżała), pal licho.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz