
W porządku, pokornie chylę czoło i zgadzam się bez zastrzeżeń. Co to za odkrycie ta Lykke Li? Nawet tureckie Mix FM , i inne co bardziej przyswajalne tutejsze radio, gra ją dla równowagi (wprawdzie od wielkiego dzwonu, ale gra jak należy). Nic na to nie poradzę, że te opadające i podnoszące się regularnie dźwięki hipnotyzują mnie w jakiś Jungowski sposób.
To bodaj jedyny utwór, którego Czarne Ptaszysko, alergicznie reagujące na potworności infantylizmu zachodniej muzyki popularnej (nie żeby turecka ją przewyższała), nie wyłącza z charakterystycznym „Pfff…”. Piosenka cierpliwie płynie od początku do końca pozostając z nami w zamkniętej klaustrofobicznej przestrzeni samochodu, aż do raczej oczekiwanego zwrotu akcji, jakim jest triumfalny powrót potwornej w swej infantylności zachodniej piosenki.
„I Follow Rivers” ma u mnie historię.
Słyszę ją raz po raz (o zgrozo!) w radiu. I myślę. „Zapamiętaj słowa. Musisz pamiętać. Sprawdzisz później. Pamiętaj.” Mam w torebce nawet karteczkę z naskrobanym naprędce fragmentem tekstu piosenki.
Trzeba było jednak iskry w mojej głowie, żeby dopadła mnie w końcu myśl, że przecież ja tę piosenkę doskonale znam. Że ją wielbię od jakiegoś czasu, tak trochę przy okazji. Trzeba było mocnej jasności, żeby dwie piosenki złożyć w jedną. Ignorancja moja nie zna granic. Czasami tak mi głupio. Czasami tak mi przykro.
Mój Dobry Brat hojnie podzielił się swoją Lykke Li ze mną dawno temu. Zmusił mnie do niej. Wdzięczność moja proporcjonalna jest do mojej sławetnej ignorancji. „Wounded Rhymes” (ależ to pobudzający tytuł!) są teraz po troczę moje. Nie mam śmiałości uzurpować sobie całkowitego prawa własności ze względu na Dobrego Brata. Pal licho resztę ludzkości.
A wszystko zaczyna się mało pozytywnym zaskoczeniem, brakiem słów na toporne stukanie w klawisze charakterystyczne dla wczesnych lat 80tych ubiegłego wieku. Depeche’owski przekaz jest jasny. Ale w jakiś sposób ma to sens; przemyka, przeobraża się, roztapia się jak bryła lodu na morzu późną zimą.
I jest tak:
Oh I beg you, can I follow
Oh I ask you why not always
Be the ocean where unravel
Be my only, be the water and I'm wading
You're my river running high, run deep run wild
I follow, I follow you deep sea baby
follow you
I I follow, I follow you, dark boom honey
I follow you
Pełen mrok w oślepiającym śniegu. Ktoś kogoś śledzi. Panuje tu jakaś niezdrowość, duszność. Głos jak z pudełka w melodii, która jakby brutalnie drapała po plecach.
He’s a message, I'm the runner
He's the rebel, I'm the daughter waiting for you
You're my river running high, run deep run wild
I follow, I follow you deep sea baby
I follow you
I I follow, I follow you, dark boom honey
I follow you
Trudno ocenić kto jest prześladowanym a kto prześladowcą. Pewne jest to, że piosenka jest swego rodzaju porywaczem. Zabiera na chwilę przestrzeń dla innych dźwięków. I towarzyszy mi niczym stalker depcząc po moim cieniu.
You're my river running high, run deep run wild
I, I follow, I follow you deep sea baby,
I follow you
I, I follow, I follow you, dark boom honey,
I follow you
I, I follow, I follow you deeps sea baby,
I follow you
I, I follow, I follow you, dark boom honey,
I follow you
http://www.youtube.com/watch?v=vZYbEL06lEU
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz