środa, 2 listopada 2011

Eee... prasa?!

Na pierwszy rzut oka rynek tureckiej prasy zdominowany jest przez tabloidy. Mające w zamyśle przykuwać uwagę potencjalnego czytelnika ryczące wielkimi różnokolorowymi literami nagłówki, nagromadzenie zdjęć, których bohaterowie spoglądają na nas spod charakterystycznej czarnej kreski czy wypikselowanymi oczyma, albo jeszcze inaczej – kilkadziesiąt informacji na stronie tytułowej (jak to w ogóle jest możliwe?) z odsyłaczami do któryś tam stron. Po przetrwaniu ataku strony tytułowej przerzucam kolejne kartki. Gazety w Turcji są do oglądania nie do czytania. Artykuły nie wychodzą poza szpaltę horoskopu. Są krótkie, skondensowane do przekazu prostej informacji z obowiązkową serią ponurych sensacyjnych lub wprost przeciwnie kompromitująco komicznych zdjęć. Łatwo i szybko przyswajalne. Nie takie powinny być? Jasny przekaz nie męczący oczu czytaniem całostronicowych tyrad drobnym maczkiem.


Nie trudna rzecz zatem zostać reporterem w tym kraju. Szczypta sprytu i minimalnych umiejętności językowych powinny zadziałać, aby stworzyć kompletny artykuł, który w starej poczciwej Wyborczej byłby może ledwie wstępniakiem z działu Kraj.
Wszystkie opiniotwórcze dzienniki wyglądają podobnie, więc tabloidowska teza ma jak najpoważniejsze argumenty na swoje poparcie. Nie mam ty rzecz jasna na myśli tureckich przedruków Newsweeków czy Timesów. Rzecz jest o całkowicie rodzimej produkcji na narodowej licencji.


Wyjątkowe wydają się zatem przy tym strony ekonomiczne. Miniaturowe wersje Gazety Prawnej. Doskonale udokumentowane opinie autorytetów w swojej profesji.
Każda turecka gazeta to również centrum dostawcze przeróżnych dodatków, ulotek, bonusów. Od plotek przez turystykę do wydań świątecznych.


Powiela przy tym (a może wprost przeciwnie – inspiruje) pomysł dołączania do konkretnych wydań czysto namacalnych przedmiotów typu Wielka Encyklopedia Czegośtam, Klasyka Kina Boliwijskiego czy Przewodniki po Miejscach Świętych i Grzesznych. Nie mówię tu o oczywistych oczywistościach takich jak ładnie zdobione wydanie Koranu z okazji Ramazanu. Czarny Kruk zbierając cierpliwie kupony z „Hurriyet’a” zgromadził całkiem przyjazną oku i praktyczną zastawę [sic!] codziennego użytku z pomarańczowo barwionego szkła zwanego Duralex.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz