
A ja sie wcale nie wstydzę i przyznam, że od zawsze uważałam, że “Lucy in the sky with diamonds” jest o bardzo wesołej, urokliwej i ślicznej dziewczynie w krótkiej sukience, która z dziecięcą naiwnością odkrywa świat.
A tu taki klops.
Podobno jednak zanim oczywistość stała się oczywista w tej piosence, była sobie prawdziwa Lucy. Mała dziewczynka z przedszkola zilustrowana (a właściwie najpewniej nabazgrana) na kartce papieru przez syna Johna Lennona w przedszkolu właśnie.
No dobrze. Historia historią, ale tekst jest niezaprzeczalnie najsłodszym obrazem narkotykowego doświadczenia z jakim miałam do czynienia (dotychczas; Kerouac jeszcze nie ruszony). Mistrzostwo świata w epitetach i porównaniach.
Picture yourself in a boat on a river,
With tangerine trees and marmalade skies.
Somebody calls you, you answer quite slowly,
A girl with kaleidoscope eyes.
Cellophane flowers of yellow and green,
Towering over your head.
Look for the girl with the sun in her eyes,
And she's gone.
Karuzela osobliwości! Odstawiam na boczny tor logikę i rozsądne rozumowanie. Nie mam wyjścia. Jakieś przedziwne słowa podążają za mechanicznym plumkaniem melodii – mandarynkowe drzewa, celofanowe kwiaty?
Lucy in the sky with diamonds,
Lucy in the sky with diamonds,
Lucy in the sky with diamonds,
Follow her down to a bridge by a fountain,
Where rocking horse people eat marshmallow pies.
Everyone smiles as you drift past the flowers,
That grow so incredibly high.
Newspaper taxis appear on the shore,
Waiting to take you away.
Climb in the back with your head in the clouds,
And you're gone.
Picture yourself on a train in a station,
With plasticine porters with looking glass ties.
Suddenly someone is there at the turnstile,
The girl with kaleidoscope eyes.
A swoją drogą piosenka jest genialnym treningiem dla wyobraźni. Choćby przez te trzy ulotne minuty mogę nadwyrężać komórkę po komórce fantazjując na temat przechodniów na biegunach zajadających się plackami z pianki i dziewczynie z kalejdoskopowym pejzażem w oczach. Przez moment idę pod rękę z Timem Burtonem i Terrym Gilliamem.
I choć nie potrafię uwolnić się od raz nabytego skojarzenia z LSD, „Lucy in the sky with diamonds” zapisuję w głowie pod „wrodzona chagallowska naiwność przedszkolaka”.
http://www.youtube.com/watch?v=A7F2X3rSSCU
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz