Myśli miałam zawsze jak pogmatwany kłębek wełny. Niepoukładana sterta patchworkowych gałganków. Traf chciał, że odplątał je nie uparty kocur a wyjątkowe czarne ptaszysko. Układa je po dziś dzień. Rezultat? Chce mi się pisać o tym co widzę dookoła - przedmioty, dźwięki, obrazy, sytuacje małe i te większe. Wreszcie, miejsca, zwłaszcza to "inne", którego domownikiem jestem teraz.
Nie zawsze jestem wystarczajaco kompetentna do wygłaszania komentarzy w konkretnej sprawie, to prawda. I, że czasami widzę tylko las ignorując drzewa... cóż. I z takiej persektywy może być ciekawie.