czwartek, 5 stycznia 2012

"No one knows I'm gone" Scarlett Johansson


Chciałabym lubić zabiedzony głos Toma Waitsa. Ale nie lubię. Dzięki Bogu jest natchnionym poetą, więc mogę go czytać. I jest też muzykiem o nieograniczonej wyobraźni, więc mogę wtapiać się w jego nuty. Słuchać go jednak nie potrafię. Na szczęście pożyczył naparstek swoich piosenek Scarlett Johansson dzięki czemu może wreszcie przemawiać do mnie zintegrowaną całością. Ukłon w stronę potrząsających głowami i przecierających oczy ze zdumienia przeciwników profanowania waitsowskiej spuścizny. Cóż, ja stoję po drugiej stronie barykady. Wszystko jak należy. Doskonały wybór. Wyborne połączenie.
Nie o połączeniu jednak zamierzam pisać. Raczej o bröntowskiej dziewczynie z poplątanymi wiatrem włosami, uwięzionej w jakiejś niedorzecznej rzeczywistości trawiącej jej wolność z każdej strony. O wrzosowiskach zagrzebanych w kamieniach i mchu. Może jeszcze o ponurych zamczyskach rzucających cień na angielskie pobladłe twarze.
Bo „No one knows I’m gone” jest mocno XIX-wieczna, jakby z Yorkshire czy innego połkniętego przez naturę miejsca.

Hell above and Heaven below
All the trees are gone
The rain made such a lovely sound
To those who are six feet under ground
The leaves will bury every year
And no one knows I’m gone

Historia zamknięta w 12 wersach, jak w wierszu zamkniętej w czterech ścianach Emily Dickinson. Obezwładniające poczucie przemijalności i zapomnienia spotęgowane odurzającą powtarzalnością dźwięków gitary, fletu i bębna naśladującego stopniowo zanikające bicie serca. I jeszcze krucze skrzeczenie i dziobanie po kamieniu.

Live me golden tell me dark
Hide from Graveyard John
The moon is full here every night
And I can bathe here in his light
The leaves will bury every year
And no one knows I’m gone

Dziewczyna w gorsecie ukrytym pod konserwatywną przyciężką ciemną suknią i w niewygodnych botkach zatrwożona światem, w którym żyła, odpoczywa rozpieszczana przez światło księżyca i opadające z drzew liście. I to wszystko w tej obezwładniającej piosence, która przemyka niepostrzeżenie ku zbyt szybkiemu końcowi. Jak życie XIX-wiecznej guwernantki rozszarpywanej przez niedozwolone pasje.
Idealnie rozpisany utwór.

http://www.youtube.com/watch?v=0myr6p1BCTU

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz