
Nieskończone powtórzenia. Mrukliwość niespiesznie wyśpiewanych słów. Doskonałe tło do jakiegoś przedziwnego filmu niezależnego. Do jakiejś „Exploding Girl” czy innej rozpaczliwej prostoty obrazu.
Nudno płynące dźwięki. Tym razem wyjątkowo zbędnie rozciągnięte, przydługie. Mogłyby zanikać szybciej niż w osiem minut. Tylko, że mają do opowiedzenia długą historię.
Muszą płynąć sennie, aby pomieścić
entuzjazm („nie mogę doczekać się nowego domu”),
nadzieję („może będzie inaczej”),
podejrzenia („wyczuwam coś niedobrego”),
wątpliwości („twoje pocałunki pełne winy”),
zdradę („nie byłeś mi wierny”),
gniew rozstania („zabierz swoje żałosne jestestwo ze sobą”)
i odrętwiały stan akceptacji dwubiegunowości tego co kiedyś było związkiem („choć jest mniej przytulnie, ogrzeje mnie ogień z kominka”).
Please look at me, your eyes say much
Please look at me, your eyes say much
I look forward to moving to our new place
Cozy, fireplace, bedroom set
Perfect little family, in a perfect little home
Maybe things will be different then
Maybe your kisses will be guiltless then
Your kisses are guilty kisses
Please look at me, your eyes say much
Please look at me, your eyes say much
Your kisses are guilty kisses
Have you been disloyal, I sense something is wrong
Your kisses are guilty kisses
You've been disloyal, something is definitely wrong
Maximum occupancy is two
Take your meaningless belongings and pathetic self out of this home
Please look at me, your eyes say much
Please look at me, your eyes say much
The new place may feel less cozy
And my bed may be too large and lonely
But the fireplace will keep my son and I warm
We'll bury our unhappy memories of you in the ash pile
Farewell stranger
Farewell guilty kisses
Farewell denial
Farewell
Please look at me, your eyes say much
Please look at me, your eyes say much
Mnie porusza pozorna przewidywalność “Guilty Kisses”. Wypuszczone z powietrzem słowa (jakby przy okazji oddychania), niosą ze sobą skrajne emocje. Jednocześnie płyną tym samym spowolnionym nurtem, bez podnoszenia tonu, bez żałości /radości w głosie. Niejako przez sen. Może też w samotnej dziewczęcej nietrzeźwości. I tu w tę pozorną przewidywalnść wkracza nieprzewidywalność. Mniej oczywista wersja ostatnich pięciu sekund „The Blower’s Daughter” Damiana Rice’a. Kobiety nie mają patentu na cierpienie po zdradzie stąd gobelinowa przeplatanka damsko-męskich głosów przeciągająca utwór ku końcowi słowami-klamrą, które w prosty sposób budują wartość tej piosenki. Bo przecież spojrzenie jest najważniejsze. Kiedy przestajemy na siebie patrzeć, rozkrawamy się na pół.
http://www.youtube.com/watch?v=93fdS4v-rxA
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz