wtorek, 3 lutego 2015

dziesięć

Postanowienie noworoczne? Typowe dla bogini domowego ogniska – nie będziesz wyrzucać chleba na bruk jak i każdego jadalnego kęsa czegokolwiek. Takie to mało światowe, pozbawione wyobraźni założenie. Cóż, Ptaszysko zauważyło, że przekształcam się, wprawdzie ślimaczym tempem, ale  jednak; przekształcam się w kurę domową. Nie przepadam za tym określeniem. Niesie w sobie negatywne konotacje i sporą dozę pogardy. Bo pewnie nic innego nie umiem, bo niczym się nie interesuję, bo jestem ograniczona. Przyznaję, mnie także zdarza się myśleć podobnie, ale widzę też jak wiele umiejętności, choćby tylko manualnych, niesie ze sobą to określenie. A zatem nie obrażam się i robię co mi się podoba, co sobie postanowiłam. Nie jest to najłatwiejsze zadanie w Turcji, gdzie przecier pomidorowy sprzedaje się w litrowych słoikach a cukier w pięciokilogramowych paczkach, gdzie chcąc kupić jedną czy dwie papryki do sałatki narażamy się na drwinę, ba nawet gniew sprzedawcy. Ptaszysko, które jest odpowiedzialne za zakupy na targu trochę już ochłonęło i przyzwyczaiło się do kupowania mniejszych ilości warzyw. A ja, pani domu pełną gębą, przygotowuję tygodniowe menu, więc doskonale wiem czeka nam potrzeba. Piękny obrazek. Może niezbyt typowe z nas tureckie gospodarstwo domowe, ale obrazek zaiste piękny. No i jest zgrzyt, choć w swoim zgrzytaniu raczej pozytywny. Pani Mama. Kilka dni temu Ptaszysko wróciło z wyprawy „za góry i lasy” do Pani Mamy właśnie. Wrócił zakopany w paczkach, pakach i paczuszkach. Kilogramy jogurtu, wielkie słoje dżemów, plastikowe pudła gotowych potraw i wreszcie dwie skrzynie lokalnych bananów. Najlepszych, co prawda to prawda. Ale dwie skrzynie??? 

I już po moim postanowieniu, bo co ja z tymi bananami zrobię. Poddać się? Za żadne skarby! Zwijam więc na głowie chustę w turban, bo włosy lecą jak oszalałe, i pichcę. Ciasto bananowo-czekoladowe, naleśniki z bananami, banany w miodzie ze śmietaną, kopiec kreta (rzecz jasna), bananowy milkshake, pudding, a jeszcze przy okazji ayran z kwaśniejącego jogurtu i ciasta z figowym dżemem, który słodki aż zęby trzeszczą i którego w brud, i jeszcze suszę papryczki chilli, których nikt nie zje i zamrażam w oliwie tracący kolor koperek, i mielę chleb na bułkę tartą a skórki pomarańczy i cytryn zalewam syropem i hop do słoika. Mija dopiero pierwszy miesiąc nowego roku a już mam pełne ręce roboty. Rękawy w górę i biała flaga w kąt. Wytrwam, nawet w Turcji.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz