Postanowienie
noworoczne? Typowe dla bogini domowego ogniska – nie będziesz wyrzucać chleba
na bruk jak i każdego jadalnego kęsa czegokolwiek. Takie to mało światowe, pozbawione wyobraźni założenie. Cóż, Ptaszysko zauważyło, że przekształcam się,
wprawdzie ślimaczym tempem, ale jednak;
przekształcam się w kurę domową. Nie przepadam za tym określeniem. Niesie w
sobie negatywne konotacje i sporą dozę pogardy. Bo pewnie nic innego nie umiem,
bo niczym się nie interesuję, bo jestem ograniczona. Przyznaję, mnie także
zdarza się myśleć podobnie, ale widzę też jak wiele umiejętności, choćby tylko
manualnych, niesie ze sobą to określenie. A zatem nie obrażam się i robię co mi
się podoba, co sobie postanowiłam. Nie jest to najłatwiejsze zadanie w Turcji,
gdzie przecier pomidorowy sprzedaje się w litrowych słoikach a cukier w
pięciokilogramowych paczkach, gdzie chcąc kupić jedną czy dwie papryki do
sałatki narażamy się na drwinę, ba nawet gniew sprzedawcy. Ptaszysko, które
jest odpowiedzialne za zakupy na targu trochę już ochłonęło i przyzwyczaiło się
do kupowania mniejszych ilości warzyw. A ja, pani domu pełną gębą, przygotowuję
tygodniowe menu, więc doskonale wiem czeka nam potrzeba. Piękny obrazek. Może
niezbyt typowe z nas tureckie gospodarstwo domowe, ale obrazek zaiste piękny.
No i jest zgrzyt, choć w swoim zgrzytaniu raczej pozytywny. Pani Mama. Kilka
dni temu Ptaszysko wróciło z wyprawy „za góry i lasy” do Pani Mamy właśnie. Wrócił
zakopany w paczkach, pakach i paczuszkach. Kilogramy jogurtu, wielkie słoje
dżemów, plastikowe pudła gotowych potraw i wreszcie dwie skrzynie lokalnych
bananów. Najlepszych, co prawda to prawda. Ale dwie skrzynie???
I już po moim
postanowieniu, bo co ja z tymi bananami zrobię. Poddać się? Za żadne skarby! Zwijam
więc na głowie chustę w turban, bo włosy lecą jak oszalałe, i pichcę. Ciasto
bananowo-czekoladowe, naleśniki z bananami, banany w miodzie ze śmietaną,
kopiec kreta (rzecz jasna), bananowy milkshake, pudding, a jeszcze przy okazji
ayran z kwaśniejącego jogurtu i ciasta z figowym dżemem, który słodki aż zęby
trzeszczą i którego w brud, i jeszcze suszę papryczki chilli, których nikt nie
zje i zamrażam w oliwie tracący kolor koperek, i mielę chleb na bułkę tartą a
skórki pomarańczy i cytryn zalewam syropem i hop do słoika. Mija dopiero
pierwszy miesiąc nowego roku a już mam pełne ręce roboty. Rękawy w górę i biała
flaga w kąt. Wytrwam, nawet w Turcji.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz