Na balkonie jest słonecznie. Prażymy się w słońcu siedząc na starych
drewnianych krzesłach pomalowanych niedbale na biało. Siedzimy w piżamach. Na ulicy,
w dole szum. Ktoś rozmawia głośno przez telefon na balkonie obok, słyszę
sprzedawcę simitów – takie chrupiące, najświeższe! Wyglądam przez balustradę,
żeby zidentyfikować głos rybaka, którego gromki melodyjny krzyk odbija się
echem od ścian pobliskich bloków: „Taze balık! Balık! Balık! (Świeża
ryba! Ryba! Ryba!).” Acha! – oznajmia Ptaszysko. Ogląda nasz mały ogród, szuka
pączków w miniaturowych krzakach frezji. Są!
Przypominają zielone kłosy
pszenicy. Jeszcze się nie unoszą na wietrze. Jeszcze chowają się między liśćmi,
które z kolei wyglądają jak niedorosła trzcina nad jeziorem. Ale za chwilę
(choć za wcześnie) ruszy machina – pojawią się kwiaty, zlecą się pszczoły
wyczuwające nasz mały raj wyraźnie wśród pustych balkonów sąsiadów (pomijając te
zamienione w wystawione na widok publiczny graciarni, ech…). Zapachnie. Wiosna,
ach to ty!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz