piątek, 6 lutego 2015

dwanaście

Na balkonie jest słonecznie. Prażymy się w słońcu siedząc na starych drewnianych krzesłach pomalowanych niedbale na biało. Siedzimy w piżamach. Na ulicy, w dole szum. Ktoś rozmawia głośno przez telefon na balkonie obok, słyszę sprzedawcę simitów – takie chrupiące, najświeższe! Wyglądam przez balustradę, żeby zidentyfikować głos rybaka, którego gromki melodyjny krzyk odbija się echem od ścian pobliskich bloków: „Taze balık! Balık! Balık! (Świeża ryba! Ryba! Ryba!).” Acha! – oznajmia Ptaszysko. Ogląda nasz mały ogród, szuka pączków w miniaturowych krzakach frezji. Są! 

Przypominają zielone kłosy pszenicy. Jeszcze się nie unoszą na wietrze. Jeszcze chowają się między liśćmi, które z kolei wyglądają jak niedorosła trzcina nad jeziorem. Ale za chwilę (choć za wcześnie) ruszy machina – pojawią się kwiaty, zlecą się pszczoły wyczuwające nasz mały raj wyraźnie wśród pustych balkonów sąsiadów (pomijając te zamienione w wystawione na widok publiczny graciarni, ech…). Zapachnie. Wiosna, ach to ty!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz