I nie chodzi jednak
o potoczne Merhaba (Cześć) czy grzeczne Günaydın (Dzień dobry). Zamierzam zgłębić temat śniadania,
które w Turcji najważniejszym posiłkiem dnia nie jest bynajmniej tylko z nazwy.
Czy to kwestia
kultury czy może szerokości geograficznej, ale potrzeba posilania się o poranku
nigdy nie była dla mnie tak oczywista. Przetrwanie do obiadu zapewniała mi
średniej wielkości kanapka z serem zapakowana fachowo w papier śniadaniowy a
menu leniwych weekendowych poranków prezentowało się zawsze mało
atrakcyjnie; raz drobiowa parówka a
kiedy indziej jajecznica z cebulą w porywach na szynce. Przecież za chwilę i tak nakrywamy stół do
obiadu.
Na pierwszy
rzut oka obrządek spożywania posiłków wywrócono w Turcji do góry nogami. Dla przybysza
z północy jakim jestem ja to takie
nieodpowiedzialne pomieszane z poplątanym. Wielkie śniadanie, takie tam nic na obiad i wieczorne "wielkie żarcie" na kolację. Wszystko na opak. Czy rzeczywiście?
Tureckie
śniadanie to bogactwo smaków i długa ich celebracja, to mocno sparzona herbata
podana do wszelkiej maści pikantnych wypieków, to kontemplowanie widoków za
oknem czy zza balustrady balkonu, a często i wyprawa do kawiarenek, restauracji
czy górskich gospód (yayla) na wiejskie śniadanie (köy kahvaltı). W każdym
mieście łatwo o sklepik, w którym możemy zaopatrzyć się w produkty przeznaczone
wyłącznie do spożycia na śniadanie takich jak choćby różnokolorowe oliwki skroplone
przyprawioną tymiankiem i papryką oliwie, czy też sery o najdziwniejszych
nazwach, teksturach i smakach, głównie kozie, najczęściej białe, czasem sypkie
zmieszane z drobno krojonym pomidorem czy papryką.
I nie trudno
również o tzw. salon śniadaniowy swojski zajazd oferujący domowe wyroby: wielkie naleśniki
zgięte w pół (gözleme) nafaszerowane szpinakiem, serem czy masą z ziemniaków i mięty; albo pośrednia
im sikma, rulonik z mniejszego naleśnika wypełniony białym serem i pietruszką.
Wymienię jeszcze, bo nie sposób pominąć pikantnych
wypieków z cienkiego ciasta (yufka) - su böreği, sigara böreği, börek z
nadzieniem z ziemniaków albo szpinaku – wszystkie moje ulubione i wszystkie dla
łasuchów o poranku.
Śniadanie w
Turcji to obrządek odprawiany niekoniecznie przed ósmą
rano; jego celowość to owszem napełnienie brzucha, ale przede wszystkim
spokojny spacer przed codzienną gonitwą, łapanie oddechu, relaks, spotkanie towarzyskie nawet jeśli odbywa się między mężem
i żoną, nawet jeśli oboje są jeszcze w piżamach. Kiedy czas goni i nie starcza
go na przygotowanie godnego posiłku i leniwe jego spożycie, Turcy wolą zupełnie
pominąć domowe śniadanie. Ruszają tłumnie i głodnie do pracy, i czekają na
południową przerwę, kiedy to bez pośpiechu mogą oddać się rozkoszy jedzenia. A
czas jest tu pojęciem kluczowym, gdyż obfitość składników klasycznego śniadania
w Turcji przyprawia o zawrót głowy. Maleńkie ceramiczne miseczki , talerzyki,
patery, szklane pojemniki z wieczkiem i miedziane patelnie wypełniane są po
brzegi pożywnymi smakołykami. Miód w plastrach
i ten płynny malowniczo przybrany łyżką gęstej śmietany lub z utopionymi w nim
orzechami. Jajecznica tudzież omlet rzadziej jajko na twardo a częściej
zakamuflowane pomiędzy podsmażaną cebulą, papryką i pomidorem w menemen ,
tureckim odpowiedniku omletu. Intensywnie pachnący sucuk, pikantna suszona
kiełbasa podsmażana na miedzianej patelni z dwoma uszkami czy turecki bekon czyli pokrojona w cienkie
plasterki pastırma. Łyżka żółtego masła, to najlepsze znad Morza Czarnego. Świeże od tak pokrojone pomidory, ogórek i
garść pietruszki. Karuzela z wyśmienitym pieczywem: pide, simit, biały chleb! A
dla łasuchów trochę czekoladowej pasty. A do picia herbata w tulipanowej
filiżance prosto z piętrowego czajnika i jeszcze świeżo wyciśnięty sok z
pomarańczy. By wymienić tylko niezbędniki. A przecież jest jeszcze pikantne
drożdżówki (poaça) czy frytki z wiejskich ziemniaków. Czasem skusi kogoś tahin (pasta
z sezamu )i pekmez (syrop z winogron) podawane osobno lub w jednej miseczce do
samodzielnego zmieszania albo bardzo słodki dżem o konsystencji gęstego syropu.
Nauczyłam się
pochylać się nad każdą grudką koziego sera i porywanym w rękach świeży chleb. I
dla mnie śniadanie jest świętem, kluczowym punktem każdego dnia, niezbędnikiem,
a już nie byle czym, bo burczy mi w brzuchu, bo byle nie zemdleć w południe.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz